Stop hodowli przemysłowej - Aktualności
Ile osób pracuje na fermach zwierząt futerkowych?
Data: 2018-06-06

Branża hodowli zwierząt futerkowych od lat utrzymuje, że jej funkcjonowanie ma istotny wpływ na rynek pracy. Pojawiały się zupełnie niesprawdzone dane. Bezpośrednio na fermach miało pracować w 2014 rok – wg Polskiego Związku Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych – 10 tys. osób.

W październik 2017 roku opublikowano nowe szacunki – 13 tys. osób. Liczbę zatrudnionych ustalił na podstawie badań bezpośrednich Instytut Inicjatyw Gospodarczych i Konsumenckich Instigos. Przebadano losowo 60 ferm hodowli zwierząt futerkowych. Instigos ustalił, że średnie zatrudnienie na fermie wynosi 12,9 osoby. Ostatecznie firma badawcza przemnożyła ten wynik przez 1014 ferm, co dało jej 13047 zatrudnionych w skali kraju. Jak się przekonamy – wynik mocnozawyżony.

Po pierwsze trzeba stwierdzić, że zgodnie z założeniami metodologicznymi podanymi przez Instigos, badaniu polegały fermy zwierząt futerkowych mięsożernych, a tych w Polsce jest – wg Głównego Inspektoratu Weterynarii (GIW) – zdecydowanie mniej. Wg najnowszych danych w Polsce zarejestrowanych jest 701 ferm tego typu, w tym 53 zawiesiły działalność, co daje nam 648 funkcjonujących zakładów. Ale to nie wszystko, bo wiele ferm w jednej lokalizacji jest – czysto formalnie, „na papierze” – podzielonych na mniejsze, aby nie podlegać wyższych wymaganiom dotyczącym ochrony środowiska. Rekordzistą jest tu obiekt w miejscowości Góreczki w gminie Koźmin Wlkp., który został podzielony na 50 podmiotów. Nie jest to przypadek odosobniony, choć – powiedzmy – skrajny. Tak czy inaczej należałoby i tę liczbę odpowiednio skorygować.

Ostatecznie powiedzmy, że mamy do czynienia z ok. 600 fermami. Jeżeli przemnożymy to przez średnie zatrudnienie (12,9), to wynika z tego, że na fermach zatrudnionych jest ok. 7740 pracowników. Dużo mniej niż sugeruje Instigos, którego podawana liczba 1014 ferm jest trudna do weryfikacji (podany jako przypis link do odpowiedniego źródła danych czyli raportu GIW, po prostu nie działa).

Po drugie – w dalszym ciągu musimy pamiętać, iż jest to ewentualnie liczba ogółu pracujących (w tym sezonowo) na fermach, a nie liczba etatów. Inaczej mówiąc nie uwzględnia się, czy osoby te były zatrudnione w pełnym wymiarze godzin i przez cały rok, czy też przepracowały ledwie kilka tygodni czy nawet dni. W zależności od rodzaju produkcji zatrudnienie sezonowe w rolnictwie może stanowić nawet ponad 90% ogółu w pracujących. Trudno określić jaką część zatrudnionych na fermach stanowią pracownicy sezonowi. Dodatkowo – jak ustalił to w swoich badaniach przeprowadzonych w pierwszym kwartale 2018 r. Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomiczny (ZOBSiE) –  panuje tam duża rotacja pracowników z uwagi na trudne warunki pracy (odór) i niskie płace. Ostatecznie można przyjąć, że liczba etatów jest niższa przynajmniej o połowę, co daje nam zatrudnienie w skali kraju na poziomie 3870 etatów. Podobną liczbę podano w raporcie ZOBSIE opublikowanym w styczniu 2018 r., gdzie stwierdzono, że „polskie fermy futrzarskie oferują najprawdopodobniej nie więcej niż 3000-4000 miejsc pracy”. Odniesiono się tu m.in. do danych z Danii, gdzie w 2016 roku na 1533 fermach (dwuipółkrotnie więcej niż w Polsce) pracowało ok. 6000 osób, w tym 1500 właścicieli hodowli.

Jednocześnie trzeba pamiętać, że oferowane miejsca pracy na fermach to przede wszystkim umowy

cywilnoprawne, a nie umowy o pracę. Organizacja proanimalistryczna Viva! ujawniła, że wg ZUS w poddziale 01.49.Z "Chów i hodowla pozostałych zwierząt", który dotyczy ferm zwierząt futerkowych, zatrudnienie na umowę o pracę wynosiło w 2016 roku raptem 993 osób, a w 2017 roku 986 osób – w tej liczbie ujęci są pracownicy ferm zwierząt futerkowych mięsożernych.

Dodajmy jeszcze, że coraz większą część zatrudnionych stanowią imigranci zarobkowi, przede wszystkim z Ukrainy. O tyle jest to ważne, że branża futrzarska sugerując swoje znaczenie dla rynku pracy, jednocześnie podkreśla, że wypłaty dla jej pracowników stymulują popyt wewnętrzny. Tymczasem pracownicy imigranci gros swoich zarobków wysyłają do kraju, z którego pochodzą. Podsumowując – okazuje się, że zatrudnienie na fermach zwierząt futerkowych mięsożernych jest trzykrotnie mniejsze niż twierdzi Instigos.

Nota bene powołując się na te same badania, firma twierdzi, że fermy w 92% reprezentują kapitał polski. To kolejna dana, która nie dość precyzyjnie ujawnia zależności kapitałowe analizowanej branży. Należałoby badać nie same fermy, ale wielkość produkcji. Firmy zagraniczne są po prostu niejednokrotnie dużo większe. Firmy grupy van Ansem (kapitał holenderski) posiadają łącznie kilkanaście obiektów w Polsce. Kontrolują prawdopodobnie ok. 10% produkcji wszystkich skórek futerkowych w Polsce. A nie jest to jedyny zagraniczny przykład inwestycji w polską produkcję surowych skórek z norek. Na przykład Farm Equipment International, posiada kilka obiektów w Polsce. Była ona wielokrotnie krytykowana i karana za łamanie nie tylko norm środowiskowy, ale też warunków pracy, głównie pracowników z Ukrainy. Możemy jeszcze wymienić firmę VOF Gebroeders Nieuwenhuis Farming i kilka innych podmiotów.

Jednak powiązania kapitałowe w branży ani nie są przejrzyste, ani jednoznaczne. Polscy wytwórcy –  obojętnie czy same fermy należą do nich czy nie – są uzależniani od międzynarodowych pośredników takich jak kanadyjska NAFA czy giełda w Kopenhadze. Przez zagranicznych pośredników przewodzi ponad 90% polskiej produkcji i to oni dyktują warunki. W 2014 roku pisano w jednym z branżowych czasopism wprost: „Niestety istnieją uzasadnione obawy, że tak jak inne gałęzie rolnictwa zostaniemy wchłonięci przez obcy kapitał i będziemy biernymi producentami pod dyktando z zewnątrz”.

Podkreślanie zatem polskiego charakteru produkcji futerkowej jest zwykłym nieporozumieniem, albo celową manipulacją. Gra się na patriotyzmie, chcąc zachować szkodliwą dla środowiska i ludzi produkcję. Pomijam jej nieetyczny wobec zwierząt charakter czy przykłady ekstremalnego wyzysku pracy.

 

Jarosław Urbański

 

1. Informacje wyniki dostępne są na stronie Instigos: https://instigos.org/wp-content/uploads/2017/11/Badanie-zatrudnienia-oraz-%c5%bar%c3%b3de%c5%82-finansowania-ferm-zwierz%c4%85t-futerkowych.pdf (dostęp 24.05.2018). Patrz także: „Znaczenie hodowli zwierząt futerkowych”, Instytut Inicjatyw Gospodarczych i Konsumenckich INSTIGOS, Warszawa 2017

2. https://pasze.wetgiw.gov.pl/uppz1/demo/index.php?l=pl&s=18 (dostęp 24.05.2018)

3. "Ocena sytuacji branży hodowli zwierząt futerkowych i jej wpływu na polska gospodarkę", Zachodni Ośrodek Badań Społecznych i Ekonomicznych, Gorzów Wlkp. 201

4. Fundacja Viva na stronach FB Koalicja na Rzecz Zakazu Hodowli Zwierząt Futerkowych: https://pl-pl.facebook.com/antyfutro/.

5. Rafał Hirsch, "Pracownicy z Ukrainy wysłali do swoich domów z Polski 11,7 mld złotych. To ponad połowa ich zarobków", http://next.gazeta.pl z dn. 8.05.2018, http://next.gazeta.pl/next/7,151003,23368902,pracownicy-z-ukrainy-wyslali-do-swoich-domow-z-polski-11-7-mld.html#Z_BoxBizImg (dostęp 24.05.2018

6. Beata Bielecka, "Bardziej dbają o norki niż o pracowników?", www.gazetalubuska.pl  z dn. 20.08.2011, http://www.gazetalubuska.pl/wiadomosci/slubice/art/7903312,bardziej-dbaja-o-norki-niz-o-pracownikow,id,t.html (dostęp 24.05.2018). "Właściciele fermy norek w Radachowie ukarani", www.zgora.pios.gov.pl z dn. 4.12.2014, http://www.zgora.pios.gov.pl/wlasciciele-fermy-norek-w-radachowie-ukarani/ (dostęp 24.05.2018)

7. Roman Horoszczuk, "Hodowcy rozczarowani zakończeniem sezonu", Hodowca Zwierząt Futerkowych, nr 58/2014.

Miliony ton fekalii, okropny smród. Życie w pobliżu ferm przemysłowych trzody chlewnej
Data: 2017-12-08

Jest pogodne kwietniowe popołudnie. 66-letnia Rene Miller ze stoickim spokojem przygotowuje się do wyjścia na dwór. Kiedy otwiera drzwi, marszczy nos. Cel jej drogi jest nieopodal: niecały kilometr wąską, wiejską drogą, wzdłuż której rozciągają się zielone łąki, skromne domki i ośrodki agroturystyki. Mimo to droga daje się we znaki. Po pewnym czasie smród staje się ostry i szkodliwy. Sprawia, że oczy palą, a z nosa cieknie. Ta woń kojarzy się Miller ze śmiercią i rozkładem.

– To, co czujemy dzisiaj, to nic w porównaniu z tym, jak jest w mgliste sierpniowe popołudnia, kiedy unoszący się w powietrzu smród zwala z nóg – mówi. Mimo to chodzi tą drogą, by odwiedzić cmentarz rodzinny. – Od kiedy tu mieszkamy? Od zawsze – odpowiada wpatrując się w grób swojej matki. – I zawsze będziemy. Nikt inny nie zamieszka na tej ziemi.

Odór jest nie tylko jej problemem. W Karolinie Północnej jest wszechobecny. To zapach kraju świń. Milionów świń i jeszcze większej ilości ich odchodów. Przez lata świnie, ich ekskrementy i towarzyszący im odór były przedmiotem procesów sądowych, dochodzeń i legislacji. Rosnące grono naukowców dokumentowało jego oddziaływanie na zdrowie i na ryzyko, jakie niesie dla środowiska. Problemowi przyglądały się też media. Mimo tego, problem z odorem i innymi skutkami działalności ferm dla środowiska i mieszkających w ich pobliżu ludzi – głównie biednych i Afroamerykanów – nie został zlikwidowany.

Środowiskowy rasizm

Populacja świń w Karolinie Północnej wzrosła ponad trzykrotnie w ciągu zaledwie jednej dekady: z 2,8 miliona w 1990 r. do 9,3 miliona w 2000 r. Od tej pory utrzymuje się mniej więcej na tym samym poziomie.

W 1986 r. Karolina Północna zajmowała siódme miejsce w kraju pod względem produkcji wieprzowiny. 30 lat później ustępowała miejsca tylko stanowi Iowa, z przybliżoną liczbą 9 milionów świń w 2 217 fermach. Przemysł trzody chlewnej przynosi dochody rzędu 2,9 miliarda dolarów rocznie i zatrudnia w Karolinie Północnej ponad 46 tysięcy ludzi. Jednak te same świnie produkują miliony ton odchodów. Według GAO, instytucji kontrolnej Kongresu Stanów Zjednoczonych, tylko w ciągu jednego roku 7,5 miliona świń żyjących w Karolinie Północnej wytwarza ponad 15,5 milionów ton odchodów.

Dane Grupy Roboczej ds. Środowiska (EWG – Environmental Working Group) ujawniają, że nigdzie indziej ten wpływ nie jest tak newralgiczny jak w hrabstwie Duplin, gdzie mieszka Miller, a także około 2,3 miliona świń – więcej niż w jakimkolwiek innym stanie.

Przeprowadzona ostatnimi czasy analiza danych satelitarnych wykonana przez EWG ujawniła, że mniej więcej 160 tysięcy mieszkańców Karoliny Północnej żyje w odległości pół mili (czyli około 800 metrów) od fermy trzody chlewnej lub drobiu. W hrabstwie Duplin zaś prawie 12,5 tysiąca ludzi, czyli ponad 20% mieszkańców stanu. Jeśli powiększymy odległość do 3 mili (około 4,8 km), w tej odległości od fermy żyje 960 tys. ludzi, czyli 10% populacji stanu.

Dla Miller te numery to nie abstrakcja. To jej życie. – Smród jest okropny. Nie możesz wyjść na zewnątrz, żeby coś ugotować. Wszędzie jest pełno much i komarów – mówi.

45 metrów od miejsca pochówku rodziny Rene Miller znajduje się olbrzymi otwarty zbiornik na świńskie odchody zawierający ich kał, mocz, krew i inne wydzieliny. To jeden z około 3,3 tys. takich w całym stanie. Kiedy zbiornik się napełnia, jego zawartość jest rozrzedzana i rozpryskiwana przez wielkie zraszacze na pole tuż naprzeciwko domu Rene Miller, które według dokumentów sądowych  jest położone około 61 metrów od jej domu. Mimo że ten system chroni zbiorniki przed przepełnieniem, utrudnia Rene Miller codzienne życie.

Problemem jest nie tylko zapach. Rozpylone zanieczyszczenia niesione wraz z wiatrem docierają do jej domu. Osiadają wokół jej rodzinnego cmentarza, przyciągając myszołowy, komary i chmary much. Po wyjściu z domu, jej oczy łzawią, a z nosa cieknie. Miller mówi, że cierpi też na astmę, która zaczęła rozwijać się krótko po tym, jak wróciła do domu rodzinnego z New Jersey pod koniec lat 80., by opiekować się chorą matką.  Badania opublikowane przez Stevena Winga, profesora epidemiologii z Uniwersytetu Karoliny Północnej, łączyły podobne problemy zdrowotne z bliskością ferm trzody chlewnej.

Wing, który zmarł w listopadzie, opowiedział o swoich badaniach podczas wystąpienia Ted Talk w 2013 r. – W 1995 roku zacząłem odwiedzać okolice ferm przemysłowych. Zobaczyłem, jak blisko są one położone od osiedli mieszkalnych. Mieszkańcy opowiadali mi o zanieczyszczonych studniach, odorze z ferm, który budził ich w nocy i o swoich dzieciach, które w szkole były wyśmiewane za bijący od nich zapach świńskich fekalii. Studiowałem literaturę medyczną, skąd dowiedziałem się o alergenach, gazach, bakteriach i wirusach pochodzących z tych ferm, które mogą stanowić zagrożenie dla zdrowia ludzi – mówił.  

Badania Winga pokazały korelację pomiędzy zanieczyszczeniami powietrza z ferm trzody chlewnej i wyższym współczynnikiem występowania mdłości, podwyższonego ciśnienia krwi, problemów układu oddechowego, takich jak świszczenie i nasilenie objawów astmy u dzieci. Co więcej, fermy trzody chlewnej poprzez swoją działalność emitują do powietrza zanieczyszczenia, które negatywnie wpływają na ludzi obniżając komfort życia, powodując u nich stres, niepokój, podrażnienia błony śluzowej, choroby układu oddechowego, podwyższone ciśnienie krwi. Te skutki dotykają przede wszystkim Afroamerykanów, Latynosów i rodowitych Amerykanów. To zjawisko nazwane zostało rasizmem środowiskowym” (environmental racism”).

Zmagający się z rasizmem środowiskowym mają kilku sojuszników. Jednym z nich jest senator Cory Booker, demokrata z New Jersey, który w ostatnim wywiadzie potępił przemysł trzody chlewnej w Karolinie Północnej. Skrytykował go za wyzysk mieszkających w pobliżu Afroamerykanów, którzy uwięzieni we wnętrzach swoich domów z powodu unoszącej się mgły nieczystości i towarzyszącemu jej odorowi, ponoszą koszta działalności firmy Smithfield.

Senator Booker, którego ojciec dorastał w Hendersonville, powiedział w wywiadzie dla INDY: – Sam widziałem, jak w Karolinie Północnej interes korporacji spycha na bok dobro środowiska i zdrowie kolorowych społeczności o niskich dochodach, co nigdy nie zostałoby zaakceptowane w ich własnym środowisku. Wielcy producenci wieprzowiny wykorzystują małych kontraktowych rolników i obarczają kosztami lokalne społeczności, zanieczyszczając powietrze, wodę i glebę. Wskutek działalności ich ferm chorują ludzie, podczas gdy producenci czerpią z tego ogromne zyski finansowe. Wiemy, że ten problem dotyczy nie tylko Karoliny Północnej. Podobne sytuacje mają miejsce w całych Stanach Zjednoczonych. Jestem w trakcie szukania sposobu na rozwiązanie tego problemu na szczeblu federalnym – mówił.

3 lata temu ponad 500 mieszkańców Karoliny Północnej, w większości biednych oraz Afroamerykanów, a także Rene Miller, złożyło łącznie 26 pozwów przeciwko firmie Murphy-Brown. Zarzucili jej działalność szkodliwą dla zdrowia i obniżającą jakość życia. W treści pozwu możemy przeczytać, że Smithfield, firma-matka Murphy-Brown, która w 2013 r. została zakupiona przez międzynarodowy koncern WH Group za 4,7 miliardów dolarów, posiada środki finansowe, które pozwalają na uporanie się z odpadami z hodowli w sposób minimalizujący odór i związane z nim niedogodności dla właścicieli okolicznych posesji. Przemysł neguje te doniesienia.

„Hodowcy trzody chlewnej są pod skoordynowanym atakiem prawników, aktywistów działających przeciwko fermom i ich sojuszników”, napisała Smithfield Food w wiadomości mailowej do INDY.  „Pozwy mają tylko i wyłącznie jeden cel: wyciągnięcie pieniędzy”.

Smithfield wskazuje, że pomiędzy 2012 a 2016 r. Departament Jakości Środowiska (ang. DEQ) otrzymał jedynie 25 zażaleń z powodu odoru i żadne z nich nie zakończyło się grzywną ani stwierdzeniem naruszenia prawa.

Branża broni się mówiąc, że ponad 80% ferm należy do rodzin, które nimi zarządzają, same mieszkają w pobliżu swoich ferm i „starają się być dobrymi sąsiadami”.

Transformacja chowu trzody chlewnej

Chów trzody chlewnej w Karolinie Północnej zmienił się drastycznie od połowy lat 80. Dzisiejszy model hodowli, czyli tzw. Skoncentrowane Operacje Tuczenia Zwierząt (ang. CAFO, Concentrated Animal Feeding Operations), polega na hodowli trzody chlewnej do momentu, gdy zwierzęta są gotowe do uboju. Świnie są trzymane w zatłoczonych zagrodach. Szacuje się, że każda świnia ma do swojej dyspozycji 7 albo 8 stóp kwadratowych (czyli 0,65-0,74 metra kwadratowego) przestrzeni.

Przejście od małych, rodzinnych biznesów do wielkich ferm przemysłowych nie zdarzyło się z dnia na dzień. Począwszy od lat 80. i wczesnych 90., nowe metody hodowli świń zaczęły się upowszechniać. Następowało to wskutek przejmowania rynku przez korporacje, które wypierały rodzinne fermy. W układzie zwanym rolnictwem kontraktowym  (ang. contract farming, odpowiednik polskiego tuczu nakładczego), wiele większych firm wykupiło rodzinne fermy albo weszło w układ zapewniający im świnie w zamian za ziemię i system zarządzania odpadami.

W miarę jak stan zmierzał ku korporacyjnemu modelowi produkcji, tysiące niezależnych rolników musiało zakończyć działalność. Liczba ferm w stanie spadła z ponad 11 tys. w 1982 r. do 2217 w 2012 r.

Nikt nie miał większego wkładu w przekształcenie tego przemysłu niż Wendell Murphy, czołowy producent świń i wpływowy demokrata. W czasach pełnienia przez niego urzędu, jego działalność na rzecz wprowadzania zmian prawych zapewniła fermom drobiu i trzody chlewnej ulgi podatkowe i wyłączenie spod przepisów środowiskowych.

Do 1995 r. hrabstwo Duplin zostało domem dla ponad miliona świń: liczby ponad 6 razy większej od tej z czasów, kiedy Murphy został pierwszy raz wybrany na urząd. Większość z nich należy do Murphy Family Farms. Pięć lat później Murphy Family Farms została zakupiona przez Smithfield i jej nazwa została zmieniona na Murphy-Brown LLC. Dzięki temu, Smithfield została największym światowym producentem świń.

Raj dla świń, piekło dla ludzi

Don Webb, były hodowca świń, był świadkiem szybkiego rozwoju przemysłu. Dorastał na fermie w Stantonsburgu, gdzie uprawiał tytoń i własnymi rękami zbierał kukurydzę. Jego ojciec sprzedawał świnie prosto z fermy. W połowie lat 70. sam rozpoczął zyskowną hodowlę trzody chlewnej – miał wtedy około 4 tysięcy świń. Jego metoda pozbywania się świńskich odchodów była podobna do tej, jaką dzisiaj posługują się fermy: najpierw wszystko trafiało do wielkiego zbiornika, a następnie było rozpryskiwane na pole.  

Kilkunastu jego sąsiadów zwróciło mu uwagę, że odór z jego fermy zatruwa im życie. Narzekali, że siedzą zamknięci w domu i nie mogą wyjść z powodu gryzącego powietrza i chmary much. – Pomyślałem: „Co by to było, gdyby byli tam moi rodzice? Jak bym się czuł?”. To był moment, kiedy postanowiłem z tym skończyć – mówi Webb.

W 1979 r., po pięciu latach prowadzenia hodowli, Webb sprzedał świnie i wyprowadził się. Kiedy sześć lat później wrócił do hrabstwa Duplin, przywitał go odór. To wtedy został aktywistą. – To są ludzie, którzy pracowali całe życie. Chcą mieć czyste domy i godziwe warunki mieszkalne, a nie mogą wyjść na taras i wziąć głębokiego oddechu – mówi Webb.

Mieszkańcy nieruchomości sąsiadujących z fermami trzody chlewnej zaczęli narzekać na praktykę rozpylania nieczystości. Skarżą się, że niesione z wiatrem fekalia docierają do ich domów.

W maju ukazał się raport potwierdzający zarzuty mieszkańców, który został włączony do sprawy przeciwko firmie Murphy-Brown. Jego autor, inżynier środowiska Shane Rogers z Agencji Ochrony Środowiska, przebadał próbki zawierające materiał pobrany z zewnętrznych ścian domów oraz powietrza. Obornik znajdował się w 14 z 17 próbek ze ścian oraz we wszystkich próbkach pobranych z powietrza. Te drugie zawierały od dziesiątek do setek tysięcy cząsteczek odchodów świń. Jest bardzo prawdopodobne, że odchody świń dostają się do wnętrz domów, gdzie mieszkają i jedzą sąsiedzi ferm.

Prawnik firmy Morphy-Brown kwestionuje zarzuty dotyczące negatywnego wpływu ferm należących do firmy i jej kontrahentów na pogorszenie jakości życia mieszkających w ich sąsiedztwie ludzi. W mailu pisze: „Murphy-Brown wymaga od wszystkich swoich firm, aby działały prawidłowo i zgodnie ze ścisłymi wymogami prawnymi. Oczekujemy tego samego od wszystkich hodowców kontraktowych. Co więcej, oczekujemy od wszystkich hodowców, że będą dobrymi sąsiadami. Jeśli którykolwiek z sąsiadów ma problem z fermą, poinformuj nas, a zrobimy wszystko, co w naszej mocy, by to naprawić”.

Gruszki na wierzbie

Jimmy Dixon, członek stanowej Izby Reprezentantów, były producent drobiu i prawdopodobnie najbardziej zażarty sojusznik przemysłu wieprzowego (hog industry), wyraził w wywiadzie swoje przekonania, że wszelkie zarzuty ze strony mieszkających w sąsiedztwie ferm ludzi są wyolbrzymione, a oni sami zostali „zrekrutowani” przez prawników, którzy obiecali im gruszki na wierzbie. Nie uważa też, by jakiekolwiek dodatkowe regulacje prawne były potrzebne.

5 kwietnia odbyła się debata na temat kontrowersyjnego projektu ustawy autorstwa Dixona. Projekt miał na celu zmniejszenie wysokości odszkodowania, jakiego mogą się domagać m.in. właściciele nieruchomości położonych w pobliżu ferm przemysłowych. Co więcej, projekt zanegował by 26 trwających procesów sądowych przeciwko Murphy- Brown.

W wyniku debaty zapis o unieważnieniu procesów sądowych został wykreślony i w takiej formie  HB 467 został uchwalony. Nie pomogło weto gubernatora Roy’a Coopera- lobbing ze strony Smithfield okazał się skuteczniejszy.

Dwa tygodnie później, Murphy-Brown wniosła sprawę do sądu wnioskując o zastosowanie HB 467 wstecz, tym samym negując trwające procesy. Sąd nie wydał jeszcze decyzji w tej sprawie.

Ludzi stojących za HB 467 i przemysłem trzody chlewnej łączą głębokie finansowe więzy. Według analiz finansowych INDY, republikanie, którzy popierają HB 467, otrzymali podczas kampanii łącznie ponad 272 tys. dolarów od osób powiązanych z branżą. Dixon dostał 115 tys. dolarów, włączając w to 36 250 dolarów od jednostek związanych z Murphy-Brown i 9,5 tys. od Stowarzyszenia Producentów Wieprzowiny (Pork Council). Do przewodniczącego obrad Kongresu, Tima Moore’a, trafiło 44 650 dolarów, a senatora Brenta Jacksona, który przedłożył projekt tej ustawy w Senacie i wyraził dla niej swoje silne poparcie, aż 130 tys. dolarów.

Wszystko się pogorszyło

69-letnia Elsie Herring żyje na tej samej ziemi, na której jej matka żyła przez 99 lat. Wspomina swoje dzieciństwo jako „szczęśliwsze, zdrowsze czasy”. Kiedy pojawiły się fermy, wszystko się pogorszyło.

Jej dom sąsiaduje z fermą współpracującą z firmą Murphy-Brown, która według ewidencji DJŚ (ang. DEQ) i pozwu, który złożyła, hoduje ponad tysiąc świń. Informacje zawarte w pozwie podają, że ferma zaczęła rozpryskiwać skroplone nieczystości w połowie lat 90. Wtedy też zaczęła sadzić drzewa jako bufor między terenami, co okazało się nieskuteczne.

Siedzieliśmy tu, jak zawsze, w sobotę wieczorem, kiedy usłyszeliśmy dźwięk zraszaczy i po chwili zaczęło potwornie śmierdzieć – mówi Herring. Poczuła, że zbiera się jej na wymioty, więc weszła do środka. - Jeśli zostalibyśmy na zewnątrz, prawdopodobnie od wdychania tych nieczystości skończylibyśmy w szpitalu – dodaje. Od tego czasu rozpylanie ma miejsce codziennie.

Odór stał się na tyle dokuczliwy, że Herring zwróciła się po pomoc do biura szeryfa hrabstwa Duplin, Departamentu Zdrowia hrabstwa Duplin i Departamentem Zdrowia Karoliny Północnej. Bezskutecznie. Włączyła się w lokalny ruch społeczny, dołączając m.in. do walczącej z rasizmem środowiskowym organizacji NC Environmental Justice Network.

Elsie Herring podejmowała różne środki: w 2017 r. dołączyła do innych protestujących przeciwko skutkom hodowli trzody chlewnej, dzwoniła i pisała listy do gubernatora, stanowych i lokalnych departamentów zdrowia, prokuratora generalnego Karoliny Północnej, Departamentu Sprawiedliwości Karoliny Północnej, Departamentu Środowiska i Zasobów Naturalnych, miejscowego szeryfa, policji, właścicieli fermy Murphy-Brown i innych.

Mimo że rozpryskiwanie zmniejszyło się w ciągu kilku ostatnich miesięcy, prawdopodobnie jako rezultat procesu sądowego, życie w Karolinie Północnej wciąż nie jest usłane różami. Lista rzeczy, które według Herring mają swoją przyczynę w rozpryskiwaniu nieczystości, to muchy, komary, myszy i  jadowite węże. Żeby uniknąć odoru, nie wychodzi z domu. – To jak życie w więzieniu – mówi.

Powyższy tekst jest tłumaczeniem artykułu, który ukazał się na stronie internetowej The Guardian, https://www.theguardian.com/us-news/2017/sep/20/north-carolina-hog-industry-pig-farms?CMP=share_btn_tw

Jak mieszkańcy skutecznie blokują budowę fermy norek we wsi Samlino?
Data: 2017-12-06

Wieś Samlino (woj. zachodniopomorskie) położona niedaleko Golczewa, na przepięknym, bogatym przyrodniczo terenie, stanowi atrakcję turystyczną. Sąsiedztwo czterech Zespołów Przyrodniczo – Krajobrazowych oraz dwóch jezior zachęca do aktywnego wypoczynku na łonie przyrody. Mieszkańcy tych miejscowości przygotowali szeroką ofertę dla licznie przybywających turystów, a wielu z nich swoją stabilność finansową oparło właśnie o tę gałąź gospodarki.



Wydarzenie z marca 2016 roku miało zmienić życie mieszkańców wsi na długie miesiące. Firma Joni Mink Vanansen zgłosiła się do urzędu miasta w Golczewie o wydanie opinii środowiskowej w sprawie wybudowania ogromnej fermy norek na 300 000 zwierząt w okolicy Samlina. W czerwcu, gdy maszyny wjechały na teren działki inwestora pomimo braku decyzji władz gminy ani konsultacji z lokalną społecznością, zaniepokojeni mieszkańcy postanowili działać.

 

  • Oddolna organizacja społeczności lokalnej.
    Jeszcze w czerwcu grupa mieszkańców zorganizowała spotkanie w świetlicy wiejskiej. Celem poinformowania mieszkańców Samlina i okolic o planowanej budowie fermy norek.
  • Petycja mieszkańców: Nie chcemy norek!
    Już na pierwszym spotkaniu kilkuset osób podpisało przygotowano wcześniej petycję przeciwko budowie fermy. Każdy mieszkaniec mógł wyrazić sprzeciw wobec uciążliwej inwestycji.
  • Założenie lokalnego Stowarzyszenia.
    Dodatkowo podjęto decyzję o powołaniu Stowarzyszenia „EkoGmina”. Stowarzyszenie może prawnie reprezentować społeczność lokalną i dbać, aby jej interes nie był pomijany. Często, nawet po udanym zablokowaniu niechcianej inwestycji, członkinie i członkowie lokalnych stowarzyszeń działają dalej, organizując różne wydarzenia, dbając o ekologiczny rozwój swojej okolicy i chroniąc interesów swojej miejscowości.
  • Wsparcie innych organizacji.
    Na pierwsze zebranie zaproszono także stowarzyszenia specjalizujące się w tematyce hodowli przemysłowej. Przedstawiciel Stowarzyszenia Otwarte Klatki przedstawił prezentację o zagrożeniach płynących z funkcjonowania ferm norek.
  • Oświadczenie.
    Oświadczenie, wraz z podpisami mieszkańców,  mające na celu powstrzymanie inwestycji, zostało  złożone w Urzędzie Miasta i Gminy Golczewo. Treść oświadczenia:
    Powstanie fermy w ilości 750 DJP (300 tys. sztuk norek!) spowoduje znaczne pogorszenie jakości życia mieszkańców wsi Samlino oraz miejscowości znajdujących się w bliskiej odległości: Kłęby, Kłodzino, Upadły, Sosnowice, Ronica, Golczewo. Wyczuwalność odoru z fermy norek w ilości 209,5 DJP sięga 4 km, a w ilości 750 DJP? Strach pomyśleć! Wśród odorów wytwarzanych na fermach przemysłowych zidentyfikowano ok. 100 - 200 lotnych substancji zapachowych, z których co najmniej 30 to związki szczególnie cuchnące i szkodliwe dla zdrowia.
  • Przygotowanie argumentów.
    Mieszkańcy stali się specjalistami w temacie zagrożeń, jakie niesie sąsiedztwo fermy norek. Dodatkowymi argumentami (poza odorami i obawą o zdrowie) przeciwko tej inwestycji były:
    * ucieczki norek (zagrożenie dla zwierząt z gospodarskich),
    * zagrożenie środowiska naturalnego (usytuowanie fermy w pobliżu trzech użytków ekologicznych),
    * brak możliwości rozwoju turystycznego i agroturystycznego,
    * spadek cen gruntów rolnych w sąsiadujących z fermą miejscowościach.
  • Współpraca z przedstawicielami samorządu lokalnego.
    Mieszkańcy zainteresowali problemem fermy radę miasta. Radni przygotowali i przegłosowali w czerwcu uchwałę w sprawie „wyznaczenia kierunków działań burmistrza Golczewa dotyczących zagospodarowania przestrzennego, związanego z rozwojem miejscowości i osad wiejskich na terenie gminy Golczewo”.
    Paragraf drugi uchwały głosi:
    „W ramach stanowienia o kierunkach działania Burmistrza Golczewa zaleca się uwzględnienie w tworzonych zgodnie z odrębnymi ustawami dokumentach – studium, plany miejscowe, strategie, decyzje o warunkach zabudowy itp. – całkowitego zakazu lokalizacji na terenie gminy Golczewo fermy norek”.
  • Miejscowy Plan Zagospodarowania Przestrzennego.
    We wrześniu 2016 roku przegłosowano uchwałę dotyczącą przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego miasta i gminy Golczewo w obrębie Samlina i Wołowca. Jeden z punktów uchwały głosi, że gmina powinna opracować plan, w którym zakazane zostanie prowadzenia działalności rolniczej w zakresie hodowli, uboju i przetwórstwa zwierząt futerkowych – norek, lisów, jenotów, tchórzy, szynszyli, nutrii i królików.

 

Jesienią 2016 roku burmistrz Golczewa Andrzej Danieluk ogłosił, że decyzja środowiskowa gminy w sprawie budowy fermy norek jest negatywna. Jednak problem niechcianej fermy powraca na początku 2017 roku. Mieszkańcy nie odpuścili.

 

  • Protest
    W styczniu 2017 roku w Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu w Golczewie mieszkańcy protestowali przeciwko budowie fermy. Po proteście uczestnicy spotkania wzięli udział w sesji rady miasta, później w spotkaniu i prezentacji. Wydarzenie było wspierane przez Stowarzyszenie Otwarte Klatki oraz przez Inicjatywę Na Rzecz Zwierząt Basta.
  • Kolejne spotkania.
    W czerwcu 2017 roku odbyło się ponowne spotkanie z mieszkańcami, na którym wysłuchano dwóch prelekcji. Pierwsza dotyczyła behawioru i potrzeb norek, druga natomiast poruszała temat zagrożeń związanych z inwestycją. Omówiono też aktualną sytuację dotyczącą budowy fermy, m.in. w tym informację o odrzuceniu przez Sąd Administracyjny w Szczecinie zaskarżenia Uchwały golczewskiej Rady Miejskiej.
  • Współpraca z mediami.
    Dwa dni po spotkaniu jednym z głównych tematów audycji „Czas Reakcji” na antenie Radia Szczecin zostaje budowa fermy norek w Samlinie. Wypowiadali się: przedstawiciel inwestora Daniel Żurek, zastępca burmistrza Golczewa Lech Ferdynus oraz prezes Stowarzyszenia „Eko Gmina”, Jaromir Marks.
    Podczas telekonferencji na antenie radiowej można było kilkakrotnie usłyszeć zapewnienie Daniela Żurka, że firma Joni Mink Van Ansem Sp. J. zrezygnowała z umiejscowienia swojej kontrowersyjnej inwestycji na terenie Gminy Golczewo. Przedstawiciel inwestora jednocześnie nie zrezygnował z dalszego skarżenia uchwał golczewskiej Rady Miejskiej z czerwca i września 2016 roku w Naczelnym Sądzie Administracyjnym.

 

We wrześniu 2017 roku NSA oddaliło skargę kasacyjną. Oznacza to, że obydwa sądy odrzuciły skargę inwestora na uchwałę w sprawie przystąpienia do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego (MPZP) miasta i gminy Golczewo w obrębach Samlino i Wołowiec.

W listopadzie MPZP zakazujący hodowli zwierząt futerkowych na określonych terenach gminy Golczewo wszedł  w życie, a to oznacza, że lokalna społeczność może odpocząć, ciesząc się pięknem swojej małej ojczyzny.

Wykorzystano materiały z artykułu: W gminie zawrzało przez fermę norek. "Próbują do nas wejść na siłę”. Portalu wyborcza.pl
http://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,21262459,probuja-do-nas-wejsc-na-sile-mieszkancy-miasta-nie-chca-fermy.html

 

Przemysław Boruszak

Mniej inwestycji uciążliwych zapachowo? Powstają projekty ustaw.
Data: 2017-11-15

W Ministerstwie Środowiska trwają prace nad projektem ustawy o przeciwdziałaniu uciążliwości zapachowej, a Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowało projekt ustawy Kodeks urbanistyczno-budowlany. Projektowane przepisy mogą zatrzymać niekontrolowane powstawanie nowych inwestycji uciążliwych zapachowo i ograniczyć ilość konfliktów społecznych. Czyżby pojawiła się nadzieja, że lokalne społeczności zyskają instrumenty ochrony przed problematycznymi inwestycjami?

Samorząd terytorialny z większym prawem głosu

Ministerstwo Środowiska od ponad roku deklaruje prowadzenie prac związanych z uregulowaniem problematyki uciążliwości zapachowej. Nad procedowaniem projektu ustawy czuwa aktualnie Główny Inspektorat Ochrony Środowiska. Specjalnie w tym celu został powołany zespół doradców składający się m.in. z przedstawicieli nauki z dziedziny chemii oraz fizyki, którzy mają swoją wiedzą i doświadczeniem wspierać prace nad projektem.

Głównym założeniem projektowanej ustawy – potocznie zwanej „antyodorową” – jest uzbrojenie organów samorządu terytorialnego w instrumenty prawne pozwalające na przeciwdziałanie uciążliwościom zapachowym. Obecnie wójt (burmistrz, prezydent miasta) ma w tym zakresie bardzo ograniczone możliwości

Jak czytamy na stronie Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, projekt ma być szeroko konsultowany ze stroną społeczną, a także z przedsiębiorcami, których działalność wpływa na stan środowiska i wiąże się z emisjami.Więcej informacji związanych z problematyką inwestycji uciążliwych zapachowo i etapem prac nad ustawą antyodorową można znaleźć na stronie www.stopodorom.pl.

Fermy hodowlane tylko na wybranych terenach

Od paru lat obserwujemy lawinowy wzrost ilości ferm zwierząt hodowlanych. Nadmierny i chaotyczny rozwój nowych inwestycji uciążliwych zapachowo wynika głównie z braku odpowiednich uregulowań prawnych w tym zakresie. Miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego jest obecnie jedynym skutecznym narzędziem ograniczającym lokalizację ferm. Narzędzie to jest w rękach organów samorządu terytorialnego.

W odpowiedzi na oczekiwania społeczności lokalnych Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przygotowało projekt ustawy Kodeks urbanistyczno-budowlany.

Regulacje mają na celu:

  • wzmocnienie prowadzonej na poziomie lokalnym gospodarki przestrzennej,
  • ograniczenie ilości występujących konfliktów przestrzennych,
  • określenie sposobu lokalizowania różnych uciążliwych obiektów, w tym ferm hodowlanych.

Inwestycje uciążliwe zapachowo mają być lokalizowane wyłącznie na obszarach, dla których obowiązuje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego. Kodeks ma również uregulować zagadnienie bezpiecznej odległości inwestycji uciążliwych zapachowo od innych rodzajów zagospodarowania terenu.

Ministerstwo Środowiska w odpowiedzi na interpelację posła na Sejm RP Marcina Duszka z dnia 4 września 2017 roku, znak K8INT15086, podkreśliło, że „po wejściu w życie Kodeksu w sposób zasadniczy ograniczona zostanie możliwość dokonywania nadużyć związanych z lokalizacją obiektów generujących istotne uciążliwości dla otoczenia. Ograniczy to jednocześnie konflikty społeczne związane z lokalizacją tych inwestycji”.

Przewiduje się, że projekt Kodeksu urbanistyczno-budowlanego zostanie przedstawiony do konsultacji międzyresortowych na przełomie września i października br., a w pierwszym kwartale 2018 roku skierowany do Sejmu.

Opracowano na podstawie: http://orka2.sejm.gov.pl/INT8.nsf/klucz/658C47F0/%24FILE/i15086-o1.pdf
http://www.gios.gov.pl/pl/aktualnosci/448-odory-a-zakres-dzialan-inspekcji-ochrony-srodowiska
http://mib.gov.pl/files/0/1798017/prezentacja19092017.pdf

Tucz kontraktowy - powstaną tuczarnie na miliony świń
Data: 2017-10-20

Jak podaje portal tygodnik-rolniczy.pl, w ciągu paru najbliższych lat firma Cedrob w ramach umów o tucz kontraktowy planuje postawić tuczarnie na miliony świń. Firma chce wybudować przy udziale rolników co najmniej 500 tuczarni po 2000 świń każda. Przy założeniu 3,3 cykli rocznie, inwestycja obejmie ponad 3 miliony zwierząt.

Tucz kontraktowy: kto zyskuje, a kto traci

Program tuczu kontraktowego zakłada zawieranie trójstronnych umów pomiędzy firmą, rolnikiem i bankiem. W ramach umowy firma dostarcza rolnikowi warchlaki o wadze 30 kg, paszę i zapewnia opiekę weterynaryjną. Obowiązkiem rolnika jest tuczenie warchlaków do wagi 115 kg i odsprzedanie ich firmie. Rolnik musi przy tym utrzymać wpisane w umowę wskaźniki, przede wszystkim zużycie paszy oraz upadki.

Do prowadzenia nowoczesnej produkcji niezbędne jest postawienie nowej chlewni. Koszt budowy szacowany jest na 1,8 mld zł. Spłata zaciągniętego kredytu musi nastąpić w ciągu 15 lat i prawie w całości obciąża rolnika (90% rolnik, 10% firma).

Ponadto po stronie rolnika leży kwestia zagospodarowania ogromnych ilości odchodów zwierzęcych. I tu sprawa zaczyna brzydko pachnieć, o czym zdążyli się już przekonać ludzie mieszkający w sąsiedztwie ferm przemysłowych zwierząt.

Narastający sprzeciw społeczny

Pomysł na tucz kontraktowy przedstawiony rolnikom w marcu tego roku w miejscowości Starorypin w województwie kujawsko-pomorskim, nie jest nowy. W powiecie żuromińskim mieszkańcy od paru lat odczuwają konsekwencje chowu dziesiątek tysięcy zwierząt stłoczonych na małej powierzchni. Na 800 km2 jakie obejmuje powiat, utrzymuje się 56 tysięcy sztuk bydła, 600 tysięcy świń i blisko 20 milionów sztuk drobiu. Mieszkańców jest najmniej – 40 tysięcy.

Większość świń hodowanych jest w ramach tuczu kontraktowego. Prosięta sprowadzane są między innymi z Danii, Niemiec, Holandii, Litwy czy Łotwy. Tuczone są w Polsce w cyklu, który trwa około 3 miesięcy. W tuczu kontraktowym chodzi o wyprodukowanie ogromnej ilości surowca, głównie na eksport.

Polska gospodarka rolna oparta na indywidualnych gospodarstwach rodzinnych zaczyna przekształcać się w rodzaj uciążliwego przemysłu. Budzi to sprzeciw lokalnych społeczności. Nasilają się konflikty społeczne. Ludzie protestują, bo mają świadomość problemów z odorem i innymi skutkami działalności ferm przemysłowych dla środowiska – zanieczyszczeniem wód, gleby i powietrza. Boją się też o zdrowie swoje i swoich dzieci.

Problem dostrzega również Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi: „Obraz bezkresnych pól z monokulturowymi uprawami, gigantycznych ferm niosących zagrożenie dla środowiska, wyludnionych wsi i zanikającego w nich życia społecznego chyba nikogo już dzisiaj nie pociąga, nawet posiadaczy wielkoobszarowych gospodarstw. Bez żywotnej wsi rolnictwo nie ma przyszłości, ale i bez rolników obszary wiejskie ulegną degradacji” - czytamy w Programie MRiRW na lata 2015-2019.

Na koniec pozostaje nam postawić pytanie – dokąd zmierza polska wieś?

Na podstawie:
http://www.tygodnik-rolniczy.pl/articles/zwierzeta/beda-tuczarnie-na-milion-swin/
https://www.topagrar.pl/articles/top-swinie/niczym-w-tuczlandii/
http://www.minrol.gov.pl/Ministerstwo/Biuro-Prasowe/Informacje-Prasowe/Program-Dzialan-MRiRW-na-lata-2015-20192

Uciążliwe odory. Zdrowie ludzi podlega ochronie – orzekł sąd administracyjny
Data: 2017-09-18

Uciążliwe odory to okoliczności, które muszą być należycie zbadane przed wydaniem środowiskowych uwarunkowań – orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie (sygn. akt. II SA/Kr 407/16).

Pogarszanie zapachowej jakości powietrza jest niedopuszczalne

Do uzgodnienia warunków środowiskowych nie wystarczy wykonanie obliczeń emisji amoniaku i siarkowodoru bez przedstawienia rozwiązań organizacyjno-technicznych dotyczących emisji odoru.

Uciążliwe odory i prawo do ochrony wiąże się z podstawową zasadą ochrony środowiska – zasadą przezorności, czyli zapobiegania szkodom przed ich powstaniem. Sąd Administracyjny stanowczo podkreślił w orzeczeniu z dnia 24.05.2015 roku (sygn. akt SA/Kr 113/15), że podmiot korzystający ze środowiska nie może negatywnie oddziaływać na środowisko pogarszając stan zapachowej jakości powietrza, gdyż ten aspekt jakości powietrza podlega ochronie.

Zdrowie ludzi podlega ochronie

Poprzez oddziaływanie na środowisko rozumie się również oddziaływanie na zdrowie ludzi. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) definiuje zdrowie nie tylko jako całkowity brak choroby czy kalectwa, ale także stan pełnego fizycznego, umysłowego i społecznego dobrostanu (dobrego samopoczucia). Oznacza to, że działalność powodująca uciążliwość zapachową negatywnie oddziałuje na środowisko, które jest rozumiane tu jako zdrowie ludzi mieszkających w otoczeniu inwestycji.

Jak zauważył sąd, „(...) poza wszelkim sporem bowiem pozostaje, że choć intensywny smród pochodzący z hodowli trzody chlewnej zapewne nie wpływa na zdrowie fizyczne człowieka (nie wywołuje np. bezpośredniego zagrożenia zatruciem), to jednak niewątpliwie czyni codzienne życie sąsiadów nieznośnym, również dlatego, że nie jest to uciążliwość chwilowa czy krótkotrwała, ale ciągła”. Życie i zdrowie człowieka korzysta z ochrony prawnej, w tym również przed negatywnym oddziaływaniem szkodliwych odorów.

Prawo do poszanowania mieszkania

Każdy człowiek ma prawo do poszanowania mieszkania w rozumieniu nie tylko właściwej przestrzeni fizycznej, lecz także niezakłóconego korzystania z tej przestrzeni. Prawo człowieka do poszanowania mieszkania wynika z artykułu 8. Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności.

Z kolei na właścicielu nieruchomości ciąży obowiązek powstrzymania się od działań, które zakłócają korzystanie z nieruchomości sąsiednich. W tym również działań o charakterze niematerialnym i niefizycznym, takich jak hałas, zanieczyszczenie, wyziewy i inne ingerencje.

Jak to wygląda w praktyce? Emisje odorów często wykraczają poza teren inwestycji i stanowią podłoże konfliktów społecznych. Mogą też poważnie naruszać prawo osoby do poszanowania jej mieszkania, jeśli nie może ona swobodnie z niego korzystać.

W takiej sytuacji inwestor ma obowiązek uszanowania prawa sąsiadów do życia bez uciążliwych odorów i powstrzymania się od działań, które je generują.

Żródło: http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/A697B7FAEB
Zagospodarowanie obornika i gnojowicy. Czy nowe przepisy poprawią komfort życia mieszkańców?
Data: 2017-09-02

Fermy charakteryzujące się dużą koncentracją zwierząt produkują gigantyczne ilości odchodów. Niewłaściwe magazynowanie i zagospodarowanie obornika i gnojowicy jest jedną z przyczyn uciążliwości zapachowej.

Uciążliwe odory i zagrożenie dla środowiska

Problem polega na emisji szkodliwych domieszek gazów, takich jak m.in. dwutlenek węgla, siarkowodór, tlenki azotu czy metan. Gazy te przyczyniają się do postępowania efektu cieplarnianego i powstawania kwaśnych deszczy. Mieszkańcy coraz częściej składają wnioski o interwencje dotyczące uciążliwych odorów związanych z nieprawidłowa eksploatacją ferm zwierząt.

Niewłaściwe postępowanie z obornikiem i gnojowicą stanowi też ogromne zagrożenie dla środowiska naturalnego. Wiąże się ono z przenawożeniem gleby, wymywaniem pierwiastków i wynikającym stąd skażeniem wód gruntowych oraz eutrofizacją wód powierzchniowych.

Obowiązujące przepisy

Aktualnie przepisy krajowe nie uwzględniają w pełni postanowień zmienionego załącznika III do Konwencji o ochronie środowiska morskiego obszaru Morza Bałtyckiego (tzw. Konwencja Helsińska). Główne różnice dotyczą minimalnej pojemności zbiorników na przechowywanie nawozów naturalnych (6 miesięcy w załączniku, a według prawa krajowego 4 miesiące), objęcia wymogami uzyskania pozwolenia zintegrowanego także instalacji intensywnej hodowli bydła oraz wprowadzenia dawki maksymalnej nawożenia fosforem.

Konieczne zmiany

W dniu 02.08.2017 roku Prezydent Rzeczypospolitej Polskie podpisał ustawę, Prawo wodne, dotyczące nowego wdrażania Dyrektywy Azotanowej w Polsce poprzez wprowadzenie na obszarze całego kraju jednego programu działań mającego na celu ograniczenie odpływu azotu ze źródeł rolniczych.

Ministerstwo Środowiska w odpowiedzi na interpelację wskazało, że w załączonym projekcie do wyżej wspomnianej ustawy ujęte zostały kwestie rozbieżne z Konwencją Helsińską. Obowiązywać ma konieczność posiadania miejsc do przechowywania stałych nawozów naturalnych (w tym zbiorników na płynne nawozy naturalne) przez okres 6 miesięcy. Ponadto znajdujące się tam zapisy zobowiązują do sporządzenia planów nawożenia azotem przez m.in. gospodarstwa utrzymujące obsadę większą niż 60 DJP czy gospodarstwa utrzymujące intensywną hodowlę bydła.

Zmiana zasad gospodarowania obornikiem i gnojowicą może doprowadzić do ograniczenia koncentracji zwierząt, a tym samym ilości produkowanych odchodów na fermach, co ostatecznie poprawi komfort życia mieszkańców i stan środowiska naturalnego. Konieczny jest jednak skuteczny, regularnie prowadzony nadzór nad przestrzeganiem nowych przepisów.

Źródła:
1) http://orka2.sejm.gov.pl/INT8.nsf/klucz/658C47F0/%24FILE/i13961-o1.pdf
2) http://orka2.sejm.gov.pl/INT8.nsf/klucz/658C47F0/%24FILE/i13962-o1.pdf
3) http://orka2.sejm.gov.pl/INT8.nsf/klucz/658C47F0/%24FILE/i13962-o2.pdf